Laos jest piekny!!! Ale po koleji. Nasza przygraniczna miejscowosc polozyla sie juz spac gdy konczylem pisac poprzedniego posta. Ole zmogl sen wiec od 20 juz spala a ja bawilem sie na ulicy z malymi szczeniakami, tzn psami. Ale, ze lamp ulicznych nie ma wrocilem po omacku na kwatere. To tyle pierwszego dnia.
Teraz jest godz 21 i nadaje z miasteczka Luang Nam Tha, jakies 200 km wglab Laosu. Ale po koleji. Rano po sniadaniu na glownej i jedynej ulicy Huay Xai zaroilo sie od bialych i furgonetek chcacych ich zawiezc gdzies dalej. Standardem w Laosie jest splyw Mekongiem do najpopularniejszej chyba miejscowosci Luang Prabang. Opcje sa dwie - albo plynie sie wolna lodzia co zajmuje 2 dni z noclegiem po drodze, albo szybka lodzia co zajmuje 7 godzin, ale robia to tylko idioci. A to dlatego, ze jest to dluga, waska lodz, gdzie siedzi sie jeden za drugim w 6 - 7 osob, na glowie ma sie kask a na plecach kamizelke. To dlatego, ze lodz pruje kilkadziesiat km/h, powiedzmy 50 - 60, i wypadki w tym smiertelne nie sa zadkoscia. My zdecydowalismy sie na droge ladowa. O 10 wyjechalismy malym minivanem razem z inna para bialych, jednym starszym francuzem i laotanczykiem.
Teraz jest godz 21 i nadaje z miasteczka Luang Nam Tha, jakies 200 km wglab Laosu. Ale po koleji. Rano po sniadaniu na glownej i jedynej ulicy Huay Xai zaroilo sie od bialych i furgonetek chcacych ich zawiezc gdzies dalej. Standardem w Laosie jest splyw Mekongiem do najpopularniejszej chyba miejscowosci Luang Prabang. Opcje sa dwie - albo plynie sie wolna lodzia co zajmuje 2 dni z noclegiem po drodze, albo szybka lodzia co zajmuje 7 godzin, ale robia to tylko idioci. A to dlatego, ze jest to dluga, waska lodz, gdzie siedzi sie jeden za drugim w 6 - 7 osob, na glowie ma sie kask a na plecach kamizelke. To dlatego, ze lodz pruje kilkadziesiat km/h, powiedzmy 50 - 60, i wypadki w tym smiertelne nie sa zadkoscia. My zdecydowalismy sie na droge ladowa. O 10 wyjechalismy malym minivanem razem z inna para bialych, jednym starszym francuzem i laotanczykiem.
Trasa ok 200km zajela ok 4 godzin. Laos jest po prostu PIEKNY! To to czego brakowalo nam przez ostatnie 6 tygodni. Kraj jest malo zaludniony i przyroda jest nie naruszona. Takie dziewicze krajobrazy do tej pory widzielismy chyba tylko na Islandii. Jechalismy przez lesiste gory gdzie co chwila byly widoki na lasy i pagorki po horyzont. Droga jest ciagle w remoncie ale widac postepy i jechalo sie calkiem ok. Po droze juz mielismy pierwszy obraz laotanskiej wsi - bieda po prostu. Ludzie mieszkaja w bambusowych, slomianych, drewnianych chatach zbudowanych na palach. Dookola drob i inne zwierza howne, wokol bose dzieciaki pluskajace sie w blocie razem ze swinkami. Wszystko wyglada jakby sie zatrzymalo w XIX wieku.
W Luang Nam Tha znalazlem spanie za cale 13 zl za dwojke z lazienka z ciepla woda. Na dole restauracja serwujaca dania od 2 zl i oczywiscie duze piwo Beer Lao za 2.20 zl. Co do waluty. W Laosie waluta jest KIP ale mozna placic wszedzie w tajskich bahtach, dolarach i zlotowkach... (zart oczywiscie ze zlotowkami). Najwyzszy nominal to 50000 Kipow co daje ok 12 zl, takze mamy pelen plecak laotanskich banknotow. Latwo zostac tutaj milionerem - wystarczy ok 260 zl i ma sie milion Kipow.
Luang Nam Tha ma ponoc 30.000 mieszkancow ale wyglada jak wielke wioska, jak miasteczko z filmow o dzikim zachodzie. Spokojnie, sennie, sielsko, z zadka przejedzie samochod, czesciej motorek. Czas plynie tu kilka razy wolniej niz w naszym zachodnim swiecie. Posililismy sie conieco, zamowilem sobie tez cos co nie wiem czym bylo ale wygladalo jak placki ze smoly z sezamem o grubosci tektury. Troche zjadlem ale nie chcial tego tez miejscowy Burek. Mielismy tez wizyte babci sprzedajacej jakies duperele i zaoferowala nam tez cos z dna torby - to bylo chyba OPIUM! Wyslalem ja w diably. Laos ciagle produkuje opium i z tego sie min. utrzymuje. Nie nasza bajka.
Ten maly buchnal mi Fante i potem wylal ja na siebie - wybaczylem mu
Wynajelismy super rowery gorskie za cale 2.50 zl na caly dzien i pojechalismy zobaczyc jak zyja ludzie na prawdziwej wsi.
Hhmmmmm... Jakby to opisac??? Tak na oko rok 1880 bym powiedzial. Ludzie zyja w slomianych domkach, siekaja maczeta trawe dla zwierza. Spotkalismy krowy, kury, indyki, kaczki, dzikie i domowe swinie, bawoly, psy, koguty itp. Nie kazda chatka ma prad, auto ma jedno domostwo na 20, motor 1 na 10. Za to dzieci kilkoro na jedna posesje. Dzieci usmiechniete, machajace do nas, witajace sie z nami. Niestety biegaja w wiekszosci na boso w podartych ubraniach po starszym bracie, graja w gume, skacza, gonia kury, pluskaja sie w rzece albo w blotku z prosiakami - jednym slowem FOLKLOR pelna geba.
Krowka - bydlatko takie, sie pasie
Chlopaki skacza wzwyz przez gume
Mala Laotanka....
Porobilismy troche zdjec ale nieco sie wstydzilem celowac w ta biede aparatem. Czy oni sa do konca szczesliwi??? Kto to wie? Potem zrobilismy rundke po miasteczku i stwierdzamy, ze niektore domki sa wrecz luksusowe. Czyli niektorzy potrafia zarabiac tutaj solidne pieniadze. Potem wizyta na nalesnika na miejscowym targu i oczywiscie Beer Lao. To tyle z Luang Nam Tha. Jutro ruszamy dalej, autobusem laotanskim czyli wszystkiego sie mozna spodziewac...












2 komentarze:
Pierwszy raz zrobiło mi sie szkoda i smutno czytając co piszecie o biedzie w Laosie... Pozdrowionka Ptaszki
Caly czas jestem pod wielkim wrazeniem tej wyprawy Tomciu w Maroku widziałem ludzi gor nomadow ktorzy zyli w jaskiniach takze przygnebiajacy widok.
Pozdr.Ptica
Prześlij komentarz