czwartek, 29 listopada 2007

Ciezki zywot palacza - czyli podroz do poludniowego Laosu

Z g/h odebral nas busik ze znacznym opoznieniem i juz po chwili wiedzielismy ze bedzie to niezwykla jazda. Kierowca hamowal i ruszal z taka energia, ze rzucalo nami na prawo i lewo. Dojazd na poludniowy dworzec autobusowy zajmuje sporo czau, a my trafilismy jeszcze na jakas wieczorna impreze i tlumy Laotanczykow ciagnely do miasta. Z dworca o 20.30 odjezdzaja az 4 autobusy do Pakse na poludniu Laosu. Dwa z nich to tzw. bed bus z kuszetkami do spania a dwa pozostale to dobrej jakosci pietrowe autobusy, oswietlone klorowymi lampkami jak chinka na Boze Narodzenie. Nasze miejsca w autobusie byly juz zajete przez dwoch Francuzow, ktorzy leniwie pili piwo i wcale nie mieli zamiaru sie przesiasc. Ale ja nie daje sie tak latwo zbyc i wkrotce zasiadamy na naszych miejscach. Tu przed nami zasiadla para Kanadyjczykow - rozmawiali polowe drogi po angielsku a druga po francusku, a tuz obok nich ich dwoch wspanialych kolegow. Autobus jeszcze ie ruszyl a oni juz chetnie dzielili sie ze wspoltowarzyszami piwem i whisky. Ta mikstura musiala w koncu dac o sobie znac. Zaczelo sie od okupacji toalety przez jednego z nich, bo zwyczajnie biedaczkowi zrobilo sie niedobrze. Po jakis 15 minutach dolaczyla do niego reszta ekipy okazujac serce i litosc. Po kolejnych 10 minutach autobus w ekspresowym tempie zaczal wypelniac sie dymem papierosowym ku wielkiemu zdziwieniu kierowcy, jego pomocnikow i reszty wspolpasazerow. Okazalo sie, ze pierwszy kolega po oproznieniu zoladka i kolejnych lykach piwa nie mogl sie powstrzymac od palenia. Zapomnial tylko nieszczesny, ze w autobusie sie nie pali i nie mogl zrozumiec dlaczego. Pomocnik kierowcy uzyl odswiezacza powietrza i wydawalo sie , ze wszystko wkrotce wroci do normy. Bylismy jednak w ogromnym bledzie, bo kolega zapalil sobie po raz drugi, trzeci i czwarty. Za kazdym razem scenariusz byl taki sam - dym - interwencja pomocnikow i pasazerow - odswiezacz! Kiedy ekipa wrocila w koncu na miejsca rozpoczal sie dlugi etap picia piwa , glosne rozmowy, sluchanie muzyki z mp3 z pelna moca, montowanie latarki w wylocie klimatyzacji i testowanie fotela pasazera tak, ze Tomek nie mial juz co zrobic z kolanami. Jeden z kolegow podniecony muzyka przetanczyl rekami reszte nocy siedzac wygodnie w swoim fotelu. Etap picia piwa zakonczyl sie na parkingu, kiedy to o 6.15 rano autobus dotarl do Pakse. Autobus trase z Vientian do Pakse ( okolo 700 km) pokonal w niecale 10 godzin, a bilet kosztowal 17000 tys kip na osobe.

W tle po prawej stoja wlasnie 'palacze' alkoholicy.

Brak komentarzy: