piątek, 23 listopada 2007

Vientiane - dzien drugi

Plany na dziesiejszy dzien mielismy ambitne ale tak nam sie nie chcialo rano zmobilizowac, ze zamiast jechac do oddalonego o 25km od Vientain Parku Buddy zostalismy w stolicy. Dzis wieczorem o 20.30 jedziemy nocnym autobusem do Pakse na poludniu Laosu.Bilety zakupilsmy wczoraj w naszym g/h za 17000kip za osobe.Rano spakowalismy sie i zostawilismy bagaze na przechowanie w naszej recepcji. W Vientain zobaczylismy juz prawie wszystko co bylo warte zobaczenia wiec szczegolnych planow nie mielismy. Postanowilismy zaczac od pysznego sniadanka w znanej nam juz wietnamskiej knajpce nad Mekongiem. Po wyciagnieciu kasy z naszej karty postanowilsmy powloczyc sie po miescie. Trafilismy na strzelnice sportowa, gdzie Tomaszek po raz pierwszy z zyciu sprobowal swoim mozliwosci strzeleckich. Powiem szczerze, ze poszlo mu calkiem niezle i powaznie zastanawiamy sie nad odwiedzeniem klubu strzeleckiego w naszym miescie zwlaszcza, ze preznie w nim dziala moja kolezanka ze studiow.











Dom Kultury w Vientiane



Smieszni ludzie spotkani w drodze



Po strzelaniu przyszedl czas na miejski basen, gdzie w kameralnym gronie odpoczelismy nieco od upalu w cieniu paralosa. Tomaszek chcial poplywac ale okazalo sie ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, ze woda jest strasznie zimna i stanowczo zniechca do kapieli. Tylko maly Laotanczyk jakos zimnej wody sie nie bal i bezustannie sie w niej pluskal. Po uroczym obiadku z piwkiem oczywiscie , reszte popoludnia spedzilismy w biurze Green Discovery buszujac po internecie. Buzka!



Maly laotanczyk, wiecznie zmarzniety



Autor - OLA

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Ale to wszystko bosko brzmi...czekam na zdjęcia! Caluski