piątek, 16 listopada 2007

Witamy w LAOSIE

No wiec zaczela sie prawdziwa przygoda! Ale po koleji. Jeszcze w Tajlandii w Chiang Mai okazalo sie, ze bilety do granicy z Laosem na mini busiki sa wyprzedane na kilka dni z rzedu. Takze udalismy sie na dworzec autobusowy kupic bilety na normalny autobus, ktory zreszta okazal sie najtanszy. Po 6 godzinach w bardzo komfortowych warunkach z poczestunkiem dotarlismy do miejscowosci Chiang Khong na granicy tajsko - laotanskiej. Tu juz czekaly na nas tuktuki, ktore za cene 40 Bathow dowiozly nas do budki granicznej. Granice miedzy Tajlandia i Laosem stanowi rzeka Mekong, w tym miejscu szeroka na jakies 500 - 700m tak na oko. No wiec zakupilismy ostatnie medykamenty w aptece bo w Laosie medycyna piszczy z biedy i udalismy sie do odprawy. Wiele granic uz przekraczalismy w zyciu ale tak wyluzowanej jak ta chyba nigdy. Najpierw pieczatka od znudzonego tajskiego celnika, potem jakies 100m do rzeki i za 30 BHT od osoby wsiedlismy na kolyszaca sie dluga, drewniana lajbe, ktora to w jakies 5 min przewiozla nas przez Mekong na druga strone. Tu wypisalismy wnioski o wize, karty wjazdowo - wyjazdowe, po 30 USD od lebka i dostalismy pieczatki do paszportow. Ja musialem prosic, coby wbili mi wize na odpowiedniej kartce bo zostaly mi tylko 2 w paszporcie a musze miec miejsce na wize Chinska. Celnicy zgodzili sie z usmiechem i tak oto znalezlismy sie w chyba najbardziej egzotycznym kraju w naszych dotychczasowych podrozach. Kraj ten to LAOS!!! To moze krotko o nim bo chyba nie kazdy go kojarzy. Wklejam link do wikipedia, zeby nie kopiowac:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Laos

Laos to jedno z najbiedniejszych i slabo rozwinietych krajow swiata. Nasluchalismy sie roznych opini i strachow na ten temat ale po pierwszym dniu moge powiedziec, ze jest SUPER!!! Miasteczko graniczne skad obecnie pisze to Huay Xai. Jest duza roznica w porownaniu do Tajlandii. Mozna by to okreslic zdaniem - Wsi spokojna - wsi wesola. Panuje ogolny spokoj na jedynej glownej drodze, auta jezdza z zadka, czesciej motorki, dzieci biegaja i bawia sie dookola, wszedzie walesaja sie psy, koty i duuuuzzoo kur i kogutow (Ola ma juz dosc). Zycie toczy sie tu na ulicy, co krok chodnikowe jadlodajnie, sklepy ze starymi TV i innym sprzetem. Ciezko oddac slowami atmosfere ale to jest to czego sie spodziewalem!!! Zaskakuje mnie tylko ogromna ilosc bialych z plecakami (znowu!!!). Jednak nie tylko my nie boimy sie Laosu, jest nas tu obecnie ponad 100 i codzien doplywaja nowi. Aha, ceny znowu tansze niz w Tajlandii. Dla przyklau. Mamy fajny pokoj z wentylatorem, lazienka z ciepla woda z widokiem na glowny trakt wioski za cale 16 zl. I do tego co krok piwo Beer Lao za 3 zl butelka 0.62, takze chyba bedziemy go naduzywac podczas pobytu w Laosie. To tyle. Jutro dalej w droge. Zdjecia kiedy indziej, jak czas i internet pozwoli.

Brak komentarzy: