środa, 14 listopada 2007

Plywajcy targ - Damnoen Saduak - Floating market

W niedzielne popoludnie dwoma lokalnymi autobusami dotarlismy do miasteczka Damnoen Saduak.





Nasz bus klasy ZWYKLEJ



Policjant drogowy

Zatrzymalismy sie w jedynym (no tak nam sie przyjamniej wydaje) hotelu w miescie czyli w Naknoi Hotel zwanym tez Little bird (maly ptaszek).


Hotel widmo

Hotel stanowi sporej wielkosci gmaszysko z wieloma pokojami i sadzimy, ze bylismy tam jedynymi goscmi! Troche straszno bylo - jak na jakims thrillerze. Miasteczko to slynie z targu, ktory odbywa sie na lokalnych kanalach, gdzie panie przekupki i handlarki robia interesy prosto ze swoich drewnianych lodzi. Ale targ ten ma urok tylko rano, to znaczy dopoki ok godz 9 nie zjedzie sie cala horda turystow z Bangkoku.



Tlumy leniwych pseudo turystow

Dlaetgo tez my bylismy tu juz dzien przed przez co na targ udalismy sie o 7 rano. Przy wyjsciu z hotelu czekal juz na nas jeden to osobnik, ktory za 200 BTH zaproponowal nam godzinna przejazdzke lodka po targu, a ze cena byla kuszaca nie wachalismy sie dlugo i po 5 minutach marszu bylismy juz na lodce zacumowanej przy glowym kanale. To byl swietny pomysl by wstac tak wczesnie i zobaczyc jak targ zaczyna swa dzialalniosc. Po wplynieciu w jeden z bocznych kanalow zobaczylismy lodzie wypelnione po brzegi owocami, warzywami, kapeluszami i czym tylko sie da. Do tego urocze babinki w slomianych kapeluszach na glowach usmiechajace sie i zachecajace do kupna! Po prostu folklor. Sprzedacow tzw pamatek tez nie brakowalo. Swe stragany maja tuz nad sama woda i za pomoca kija zakonczonego hakiem przyciagaja lodki z turystami do siebie. Ceny raczej absurdalne ale, a ze targowanie w Tajlandii jest rzecza powszechna nam udalo sie kupic komplet pocztowek z 250 BTH za 50 a potem drewnianego slonia z 280BTH za 130. Mysle, ze jedna i druga stona byly zadowolone! Nasze podniebiebienia tez zostaly dopieszczone przez kulinarne przysmaki sprzedane prosto z lodzi. Kokosowe placuszki po prostu niebo w gebie! Po ponad 1.5 h spedzonej na plywaniu po kanalach pozegnalismy naszego wioslarza i dalej podziwialismy targ z brzegow kanalu. Po 9 rano tlok w kanalach byl juz spory a to za sprawa lodzi wypelnionych po brzegi turystami. Wydawalo nam sie ze jest ich wiecej niz kolorowych lodzi z handlarkami wiec bylismy bardzo zadowoleni z naszej decyzji by pojawic sie na targu tak wczesnie.

















Ola kupuje jakies smaczne jedzonko.




Taska emerytka handlujaca jakims zielskiemj










Nasz kierownik lodzi wioslowo - silnikowej


Ola wcina placki kokosowe, w tle nasz kierowca i babeczka od plackow, zadowolona z transakcji jak widac.

Po powrocie do hotelu spakowalismy sie i wsiedlismy do pierwszego autobusu jadacego do Bangkoku. To byl troszke nasz blad, bo autobus lata swietnosci dawno mial za soba! Jechal bardzo wolno i w dodatku caly czas cos w nim trzeszczalo i stukalo. Po przejechaniu moze 45 km w zolwim tempie jezdzidlo spotkala awaria w postaci wycieku oleju i zmuszeni bylismy do wysiadki i czekania na nastepny bus.


Kierowca wzywa POMOCY

Nie powiem zebysmy byli zadowoleni z przymusowego postoju ale na szczescie trwal on tylko 30 minut. Po przyjezdzie do Bangkoku bylismy nieco zmeczeni.


W Tajlandii kolor zlotly to symbol krolewski. A ze Krol jest ogolnie bardzo kochany i szanowany, wiekszosc ludzi bez przymusu ubiera zolte barwy - my tez!

Wsiedlismy w autobus lini 40, ktory to mial nas zabrac w oklice Siam Square ale ze podroz trwala w nieskonczonosc po dojechaniu do dworca kolejowego wsiedlismy w metro a potem kolejka Sky Train dotarlismy do Ambasady Wietnamu, gdzie na szczescie wiza widniala juz w naszych paszportach. Wieczorem o 19.20 wsiedlismy do nocnego pociagu do Chaing Mai na polnocy Tajlandii. Naszymi sasiadami ( w sensie miejsc) okazala sie bardzo sympatyczna para z Czech, z ktora to ucielismy mila pogawedke. Dworzec kolejowy w Tajlandii to zaprzeczenie dworca w Polsce. Wszedzie jest policja, dookola kolorowo, gra muzyka i doslownie 90 procent obcych ludzi usmiecha sie do ciebie i okazuje sympatie. Dopoki samemu nie robi sie czegos glupiego, bezpieczenstwo murowane.
To wlasnie Ci mili ludzie dookola
Kolezanka z poczekalnii
Ufff...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Zdjecia macie naprawde rewelacyjne!!!!Kupuje ten aparat:)NAPEWNO ZDJECIA NIE ODDAJA TEGO CO JEST W RZECZYWISTOSCI.BUZIACZKI