poniedziałek, 29 października 2007

Pozdrowienia z raju

Rankeim wyjechalismy z Bangkoku. Wykupilismy w naszym guesthousie przejazd na wyspe Ko Chang. Po ok 6 godzinach jazdy pietrowym busem, 40 minutach plyniecia promem i kolejnych 30 min jazdy na pace malego pickupa dotarlismy na zachodnie wybrzeze wyspy Ko Chang.






Razem z nami kilkanascie osob z plecakami. Z okiem widoli na lokalna infrastrukture nie napawalyt otpymizmem ale cierpliwosc to ta cecha, ktora w sobie kocham po prostu. No wiec maszerujac w kierunku plazy odwiedzalismy kolejne mijane miejsca do spania ale zadne nas nie zachwycilo a wrecz przeciwnie odrazalo. No wiec zostawilem Ole na czatach i sam ruszylem w poszukiwaniu utraconego raju. I po jakiejs pol godzinie dotarlem na plaze Lonely Beach gdzie posrod kilku resortow jest ten, ktory mnie urzekl - Natura Beach. Nie bylo watlpliwosci - tu zostajemy. wrocilem po Ole i spowrotem do Natura Beach. No wiec, coby to zobrazowac. Nasz kurorcik sklada sie z uroczych, calkiem dobrze wykonanych bambusowych chatek polozonych przy samej piekne, piaszczystej plazy. My mamy do plazy minute pieszo a ok 10 sekund biegiem po piachu. Do tego super restauracyjka z tajskim i zachodnim jedzeniem, lokalne piwo Chang, gra muzyka, mozna puszczac sobie dowolne filmy na DVD, szumia dookola fale, do tego cieple morze i ciepla noc (dzien raczej upalny). I to wszystko kilka razy taniej niz nad naszym rodzimym Baltykiem. Krotko mowiac - tu zostajemy!!! Zdjecia moze za kilka dni jak sie ockniemy z letniego lenistwa na plazy. Pozdrawiamy stalych i nie stalych czytelnikow.



$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$

Hello everybody! Welcome from PARADISE! After 6 hours bus ride from Bangkok, we have arrived to beautiful thai island Koh Chang. First impression of local infrastructure wasn't so good. But after quite long researching of nice place to stay we found a Natura Beach resort which is BEAUTIFULL! We have got a nice bamboo bungalow about 50 m from the fine, sandy beach. There is a very good and cheap restaurant nearby, lots of people from all over the world, warm sea, palm trees around - I can't imagine better place for a holiday for such a reasonable price. We definitely will stay here at least for a week. Pictures will come soon. Regards to all foreigners reading our story.

niedziela, 28 października 2007

O tym jak to Jarek wywoluje w ludziach kaca

Ciagle mysle, ze juz niewiele rzeczy w zyciu moze mnie zaskoczyc ale ciagle sie myle. Otoz sobotniego wieczoru mialo miejsce kolejne zdarzenie, ktore tylko utwierdz mnie w przekonaniu jak ten Swiat jest maly. Otoz siedze sobie przy internecie, godzina moze 22, obok mnie przewodnik (ksiazka znaczy sie) po Azji oblozona w okladke z Wprostu z naszym ex-premierem Jaroslawem (moze sie wreszcie ozeni z Jola i da spokoj Alikowi), na okladce tez Donald, wrog Jarka. Obok mnie siedzi jakas dziewczyna i tez szpera w internecie. Az tu po jakiejs godzinie spoglada na moj przewodnik i co widzi? Widzi Jarka i doznala lekkiego szoku, rozpoznala dzieki niemu rodaka we mnie! Okazalo sie, ze jest czystej krwi Polka, mieszkajaca od kilku lat w Bangkoku!!! Jednak Jarek laczy ludzi, nie da sie tego nie zauwazyc. No wiec Karolina, bo tak ma na imie mieszka sobie tutaj bo jej sie zwyczajnie w swiecie tutaj podoba, ot tak.
Zreszta Bangkok potrafi wciagnac chyba kazdego, nam tez sie to udziela. Chyba rozejrzymy sie tutaj za jakas praca, moze Ola by tak smazyla kurczaki na ulicy, a ja bym zostal kierowca tuk - tuka??? Zobaczymy, tylko co na to rodzina. Wracajac do Karoliny. No wiec dolaczyla do nas Ola i tak nam sie jakos sporo rozmawialo, ze wyladowalismy na piwku w jednym z setek lokalnych pubow. Potem drugie, trzecie, czwarte..... Zycie nocne w dzielnicy bialo - turystycznej niegdy chyba nie zamiera, a przynajmniej nie o 4, o ktorej to na chwiejnych nogach wrocilismy na kwatere. Z Karolina na pewno jeszcze sie w BKK spotkamy bo bedziemy tu za jakis tydzien. Ale za to niedziela.... Oj mocne to piwo leja w Tajlandii. Nie wiem czy to procenty, czy tez tutejszy klimat ale kac w Tajlandii daje o sobie znac kilka razy silniej niz w Europie. Niedziele przemodlilismy, proszac Boga o ulge w cierpieniu. I tak nas oto Jarek zalatwil. Za kare, za kaca, przestal juz figurowac jako okladka naszego przwodnika, czas znalezc jakas nowa.....

Dzieci i lokalne zwierzeta

Spacerujac po tajlandzkich ulicach, napotykamy co rusz jakies ciekawe obrazki uliczne. A to krotka wzmianka na ten temat:



Ten tu chyba symuluje bol zeba, albo za duzo cukierkow pochlania.



Wyluzowany na maxa kot Garfield, staly miszkaniec naszej posesji w swojej ulubionej i pokazowej zarazem pozie.



A to kolezanka tego od zeba.



Duzy ma pierwszenstwo na jezdni.



Kolejny lobuz.



A ma z tylu znak NIE PALIC! Najaral sie i spi.



Mala pomocnica mamy, sprzedawczyni roznych tekstyliow.

Najnowsza fryzura krzkowa - 'na slonia'.



Na koniec zbiorowy gwalt. Ten z dolu dlugo nie mogl dojsc do siebie - bidula.

Ayutthaya




Wczoraj pojechalismy do oddalonego o 88 km od Bangkoku miasta Ayutthaya - dawnej stolicy Tajlandii. Ayutthaya zostala zalozona w 1350 roku przez krola U-Thonga ( wedlug tajskiej legendy byl on nieslubnym synem ksiezniczki, ktora ponoc zaszla w ciaze po zjedzeniu oberzyny, na ktora nasiusial ogrodnik! Dacie wiare? ) i przez ponad 400 lat byla jedna z najwspanialszych cywilizacji Wschodu. Dzis pozostaly tylko resztki tej dawnej wspanialosci. Do miasta dostalismy sie pociagiem. Podroz lokalnymi pociagami jest bardzo fajna i smiesznie tania. Za ponad 1,5 godziny jazdy zaplacilismy po 1,50 zl kazdy!
Ayutthaya polozona jest wlasciwie na wyspie otoczonej przez szeroka rzeke i aby sie tam dostac trzeba wsiasc do tak jakby wodnego tramwaju by po 5 minutach znalezc sie na drugim brzegu. Swora naganiaczy i kierowcow tuk-tuk atakuje od razu i zacheca jak tylko moze do skorzystania z ich uslug. Omijamy ich jednak szerokim lukiem i ruszamy dalej. Miasto sprawia wrazenie brudnego i zaniedbanego i pewnie gdyby nie starozytne ruiny nikt by tu nie zagladal. Ruiny dawnego miasta skladaja sie z dziesiatek charakterystycznych budynkow i jest ich tak wiele, ze trudno je wszystkie obejsc w jeden dzien. Wybralismy wiec te najwazniejsze. Pierwsza byla Wat Phra Mahathat z wieloma pomnikami Buddy, ktorych to strzega straznicy i pilnuja aby jego kamienne wizerunki byly nalezycie ogladane. Nie mozna np zrobic sobie zdjecia z obliczem Buddy tak, aby twoja glowa byla wyzej od jego glowy! Nastepna byla Wat Phra Si Sanphet, gdzie dawniej znajdowal sie pokryty zlotem posag Buddy miezacy 16 metrow ale niestety zostal podpalony i przetopiony przez Birmanczykow w XVIII wieku.
cdn.

czwartek, 25 października 2007

Bangkok - Thailand

Na dzien dobry chcielismy napisac, ze zdjecia powklejamy jak znajdziemy jakas porzadna kafejke bo te do tej pory wyprowadzaja nas z nerwow. Tekst musi starczyc poki co...

Witamy z Bangkoku i Tajlandii tym samym! Penang nas nieco wkurzyl bo padalo co chwilke - ale wlasciciel g/h przekonywal nas ze u nich nie ma pory deszczowej? Akurat!!!! Przekonywal nas za to, ze u nas w Polsce jest! No chyba za malo czasu spedzamy w naszym rodzinnym kraju, bo kompletnie zapomnielismy o sezonie deszczowym!
A wiec od poczatku. Autobusem dostalismy sie do Georgetown, a potem tradycyjnie prom ( w droge powrotne za darmo?) do Butterwoth, skad o 14.20 mielismy pociag do Bangkoku. Na dworcu kolejowym Tomaszek zrobil interes swojego zycia i w kantorze, w ktorym wymienialismy ringity na baty za 100 batow ( 8 zl?) kupil poczciwy banknot 50 zl! Nasz prawdziwy Polski! Oby nie okazal sie tylko idealnym falsyfikatem!



INTERES ZYCIA!!!

Podroz pociagiem byla super! 22 godziny minely nawet nie wiemy kiedy. Juz o 20 wieczorem dosc niewygodne siedzenia zamienily sie w super wygodne lozka i to w dodatku z posciela!


Tak sie wyglada po 22 godzinach w pociagu - dworzec glowny - BANGKOK

Choc przedmiescia Bangkoku przerazily mnie nieco i w duchu zaczelam dziekowac Bogu za to co mam, to sam Bangkok zwyczajnie mnie zaczarowal! Jstesmy tu od dwoch dni a ja nie mam wcale zamiaru sie stad ruszac! Chyba moj "badziewiany gust" czuje sie tu jak ryba w wodzie! Zatrzymalismy sie w Lamphu House na ulicy Soi Rambutri, ktorego z calego serca polecamy! Bardzo fajny g/h polozony 5 minut od slynnej Khao San Road, nzywanej przez Tomaszka gettem bialych!
Na Khao San jest doslownie wszystko! Hotele, g/h, hostele, bary i puby, sklepy i stragany i niekonczace sie chyba nigdy zycie uliczne. Tu kupisz wszystko i zalatwisz wszystko. Liczba " bialych" przerosla nasze najsmielsze oczekiwania!
Zwiedzanie Bangkoku rozpoczelismy dzis od Muzeum Narodowego na ulicy Phra That ( 40 B wstep). Choc czasami unikamy tego typu instytucji- nie pytajcie dlaczego- to muzeum naprawde nam sie podobalo. Liczba zgromadzonych eksponatow budzi szacunek i nawet Tomkowi sie podobalo, choc zazwyczaj omija muzea szerokim lukiem. W muzeum przechowywana jest kolekcja najwspanialszych skarbow z calej Tajlandii. Rzezby, ceramika i bizuteria pozwalaja dojrzec jak wybitna mieszanka roznych kultur jest Tajlandia.Z szacunkiem i uznaniem do krola Ramy IX podazylismy dalej w strone Palacu Krolewskiego (250 BTH wstep) i tu moje oczy przezyly prawdziwy szok! Takiego nagromadzenia kolorow i form nie widzialy nigdy w zyciu. Spacerowalismy wolno, obracajac nasze glowy z niedowierzaniem. To bajeczne miasto w miescie zaczeto budowac juz w 1782 a potem za panowania kolejnych wladcow tylko rozbudowywano. Caly kompleks zajmuje powierzchnie 2,5 km2 i spokojnie mozna by w nim spedzic caly dzien. Setki turystow z calego swiata krazy od jednej swiatyni do drugiej, pomiedzy malymi altankami i setkami wiezyczek i probuje zrobic jak najepsze zdjecie. A nie jest to latwe, bo jak takie miejsce jak to uwiecznic na fotografii? Okolo 10 minut marszu od wielkiego palacu znajduje sie najstarsza swiatynia w Bangkoku - Wat Pho ( wstep 50 B). W jej przestronnym wnetrzu znajduje sie slynny lezacy Budda majacy bagatela 15 m wysokosci i 46m dlugosci! Zlocona postac usmiechnietego Buddy siega az do sufitu. Na jego olbrzymich stopach, mozaika z masy perlowej wypisano 108 szlachetnych cech charakteru Buddy. Niestety nie udalo nam sie ich odczytac! Po wyjsciu z glownej swiatyni odbylismy relaksujacy spacer pomiedzy kolorowymi wiezyczkami i kolejnymi posagami wielkiego Buddy. Jakaz barwna ta religia! Na koniec kilka zdan o taksowkach i tzw tuk-tuk. Ile kolorow maja taxi w Bangkoku? Widzielismy juz pomaranczowe, rozowe, czerwone, zielone, zolte, brazowe, niebieskie i czarne! Czym sie roznia nie mamy zieolnego pojecia. Pewnie cenna, zazwyczaj kmpletnie wzieta z kosmosu! Najgorsi sa ci od pojazdow zwanych tuk-tuk. Ty nawet jeszcze nie masz pojecia, ze chcesz z jednej z nich skorzystac a oni juz wiedza gdzie i za ile cie tam zawioza. Z taka natretnoscia nie spotkalismy sie chyba nigdzie indziej. Najlepszym sposobem na zachowanie dobrego humoru jest ich zwyczajne olewanie! Choc naprawde czasami brakuje nam juz cierpliwosci! W koncu w protescie wrocilismy do naszej dzielnicy zwyklym miejskim autobusem podziwiajac za oknem ruch uliczny w godzinach popoludniowego szczytu. Tyle na chwile obecna. Do uslyszenia!
$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$

Hello From Bangkok!!! We have finally arrived here. After 22 hours train ride from Malaysia we got to lovely Bangkok. Thais second class train is simply excellent. You have got lots of space for sitting during the day, and in the evening carriage attendant recline seats which are getting to be nice sleeping bed from now. We ordered also some thai food which was ok but a bit overpriced. Bangkok - we found that town as a really huge metropolis. Train went long time through BK suburbans, very poor parts of town, which made Ola quite stressful. We took a taxi from main train station to Khao San district. We took Meter taxi so we paid normal price 70 BHT, its advisable to avoid all fuck... touts around train st. I made half an hour recognisation to find a best place for staying and we decide for Lumphu Guesthouse, where for very clean comfy dbl pay just 350 BHT, very reasonable price! We live 5 mins walking from Khao San, which is true Mecca for backpackers from all over the world. Numbers of 'white' is impressive. On Khao San there is lots of GH, restaurant, shops, travel agencies and everything needed for travellers. One says is a tourist ghetto. Ok, maybe it looks like that, but anyway we like it! Cheap tasty food, beer, tshirts and so. Only annoying thing are tuk tuk drivers who propose you constantly a trip. The trick is they offer you cheap price for a ride, but you end up in some jewellery shop where you might be force to spend lots of money for some silver fake shit. Just a scam. We avoid them, and I mostly laugh at them and talk some bullshit in polish - it works! We have visited today a National Museum with exhibition of Thai history, quite nice. After we went to see Royal Palace, unbelievable place. Its the only place like that we have seen so far. Although entrance fee is quite high on thai standard, 250 BTH it worth that price. It consists of many sacral and royal buildings, all with gold and colorful ornaments. Difficult to describe, hope pictures will help to understand that place. Sad we were among thousands of tourist, all taking pics of everything - dont like 'camera' tourist crowds at all, but what to do. Undoubtedly Royal Palace is a must in Bangkok. On the way back to 'white' ghetto, we pissed of all tuk tuk drivers and jumped to ordinary bus, just like thais do. Traffic in BKK is really big, average speed 5km/h but we enjoyed it anyway. Now after eating delicious thai food, we are planing next days so next report in a few days...

poniedziałek, 22 października 2007

Pulau Penang - Malaysia

Nie wiem jak to sie stalo ale wyladowalismy na Penang. W sobote postanowilismy, ze prosto z Tana Rata pojedziemy autobusem do Butterworth a potem zlapiemy pociag i pojedziemy juz do Tajlandii. Ale stalo sie inaczej. W sobotni wieczor spotkalismy pewnego Czecha mieszkajacego blisko granicy Polski i mowiacego calkiem biegle w naszym jezyku. To jego siodma wyprawa po Azji. Peter - bo tak mial na imie - okazal sie swietnym zrodlem informacji. Wg niego najmniej przyjazdnym obecnie krajem do podrozowania po Azji okazuje sie Tajlandia a najlepszym Birma! W Tajlandii ponoc, od nas obywateli krajow postkomunistycznych wymaga sie okazania biletu wylotowego bo inaczej nie zostanie sie wpuszczonym. Naszemu znajomemu Czechowi przytrafilo sie to juz ponoc 2 razy. Za pierwszym razem, gdy przylecial do Bangkoku i nie mial biletu wylotowego pojawily sie klopoty ze strony imigracyjnego.W koncu pojawil sie pan z lini Air Asia i musial przy nim kupic bilet na dowolny kierunek, udowadniajac tym samym, ze zamierza kiedys to Tajlandie opuscic. Za drugim razem byl juz przygotowany i mial juz ze soba podrobiony bilet, dzieki ktoremu odprawa paszportowa przebiegla bez zarzutu! Ciekawa historia? Dlatego my postanowilismy sie tak nie spieszyc z wjazdem do Tajlandii i zbadac nieco sprawe.
W niedziele rano z Tana Rata pojechalismy autobusem ( po 23 RM kazdy) do Butterworth. Autobus mial byc VIP ale to VIP bylo cos w stylu naszego zwyklego PKS. Jednym slowem obleci. Linia ktora jechalismy - Kurnia Bistari - podobno slynie z tajemniczych zaginiec bagazy swoich pasazerow z luku bagazowego, totez cala droge bylismy skupieni aby nasze bezpiecznie dotarly do celu. Kierowca, zapalony milosnik Formuly 1 pedzil jak oszalaly po drodze pelnej zakretow, czym wyprowadzal mnie i innych pasazerow ( w wiekszosci "bialych")lekko z rownowagii. Naszczescie na autostradzie zakretow nie bylo i moglismy sie troche zdrzemnac. W Butterworth zaraz po wyjsciu z autobusu udalismy sie na prom ( 1,20RM kazdy), ktorym po 20 minutach znalezlismy sie w glownym miescie Penang - Georgetown. Postanowilismy szybko, ze w nim jednach nie zostajemy i jedziemy na polnoc wyspy, gdzie ponoc sa najlepsze plaze. Autobus miejski( 2RM kazdy) zawiozl nas Batu Ferringhi, gdzie zostaniemy na 3 noce w Baba Guest House (35RM double room). G/h urzadzony jest skromnie, ale za to ma 3 plusy: jest czysto, do plazy jest 10 metrow i gospodarz jest przesympatyczny. Sama wyspa Penang nie zrobila na nas wiekszego wrazenia. Jest fajnie ale ciagle mogloby byc lepiej. No i cenny dosc wysokie ale pewnie dlatego, ze to jakby nie bylo nadmorski kurort w dodatku z duza iloscia "bialych turystow" w wiekszosci z USA. Opalamy sie na plazy i planujemy dalej nasza podroz, choc to okazuje sie nieco trudniejsze niz przypuszczalismy. Trzymajcie kciuki!
Ps. Kafejki iinternetowe sa tutaj dosc zalosne wiec na zdjecia musicie troszke poczekac!

AUTOR - OLA

sobota, 20 października 2007

Cameron Highlands - Malaysia

Od czwartkowego popoludnia jestesmy w miescinie Tana Rata na wzgorzach Cameron Highlands. Zatrzymalismy sie w Fathers guest house, gdzie za dwojke bez lazienki placimy 40 ringitow.




Naszczescie lazienke dzielimy tylko z jeszcze jednym pokojem. warunki spoko choc sanitariaty powinny byc lepsze. Fathers g/h pelen jest plecakowiczow w wiekszosci z UK albo Australii. Jest znacznie chlodniej niz w KL wiec wreszcie odpoczniemy od upalow!
Cameron Highlands lezy w stanie Pahang. To najwiekszy, gorzysty malezyjski rejon, polozony 1524 m npm. Jazda autobusem z KL po waskiej, gorzystej drodze robi naprawde wrazenie. Prawde mowiac, obawialam sie troche podrozy autobusem, bo Malezyjscy kierowcy znani sa z milosci do szybkiej jazdy i autostrady traktuja jak tory Formuly 1. Na stacji kolejowej w KL wisza plakaty pokazujace rozbite w ostatnich latach autobusy z liczba rannyh i zabitych. Ma to na celu pewnie zniechecenie potencjalnych podroznych do podrozy autobusem i wybarania bezpieczniejszej opcji czyli pociagu. Ale wrocmy do Cameron Highlands. Wzgorza zostaly odkryte w 1885 roku przez Brytyjczyka Williama Camerona i od jego nazwiska pochodzi ich nazwa.
W piatek rano wstlismy wczesniej i po szybkim sniadanku w g/h ( za zestaw dla dwojga zaplacilismy 14 RM) bylismy juz gotowi do zbiorki przed recepcja. Mielismy sie udac na "wyprawe" do Mossy Forest i na plntacje herbaty Boh. Nasz przewodnik o imieniu Kumah okazal sie naprawde super gosciem! Byl niesamowicie zabawny i znal sie na rzeczy. Razem z 5 Angoli zapakowalismy sie do Landrovera i ruszylismy w droge.



Pierwszy przystanek odbyl sie przy plantacji herbaty Boh, gdzie Kumah opowiadal o herbacie w naprawde interesujacy i zabawny sposob. Potem pojechalismy waska, gorska droga ( najwyzej polozona droga w Malezji) na szczyt gory Gunang Brinchong majacej ponad 2000m npm. Niestety chmury byly zbyt nisko i nie moglismy podziwiac panoramy Cameron Highlands. Zjechalismy nieco nizej by udac sie na godzinny spacer po lesie deszczowym, ktory okazal sie niezyklym wyzwaniem zwlaszcza dla naszych butow! Wszedobylskie bloto obkleilo je szczelnie. Kumah zna sie na tropikalnej roslinnosci chyba jak nikt inny. W zabawny sposob przedstawial poszczegolne rosliny - te ktore moga nam pomoc i te ktore z pewnoscia moga nas zabic!
Ubloceni i spoceni wsiedlismy do jeepa i pojechalismy na plantacje herbaty aby skosztowac jej dobrodziejstw. Kubek herbaty i widok na wzgorza porosniete herbacianymi krzewami nieco nas zrelaksowal. W dobrych humorach wrocilimy do Tana Rata. Wycieczka ktora trwala 5 godzin kosztowala nas po 40RM i byla naprawde dobra. Od razu po powrocie udalismy sie na pysznego kurczaka tandori.
Ogolnie w Tana Rata spedzimy 3 noce ale powiem szczerze ze czwartego dnia nie byloby juz tu co robic. Jest sporo tras na "lesne spacerki" ale nawet w przewodniku Lonly Planet pisze ze lepiej na niektore nie wybierac sie samemu bo mozliwosc zabladzenia jest spora. My -chyba z glupoty- dzis rano lokalnym autobusem za 1RM pojechalismy do nastepnej miesciny Brinchang skad piesza trasa nr 4 udalismy sie w droge powrotna do Tana Rata. Trasa jest do bani i nikomu jej nie polecam. Idzie sie niby po tropikalnym lesie po chodniku z kostki brukowej!!! Kostka uslana jest mokrymi liscmi i jest z tego powodu cholernie sliska! Nie wiem kto mial taki fantastyczny pomysl ale zycze mu aby juz wiecej lesnych szlakow nie porojektowal! Wodospad opisany na trasie to w rzeczywistosci brudny sciek pelen smieci i szmat, ktore zatrzymaly sie na galeziach! Takie trasy powinny byc zabronione!

AUTOR - OLA

czwartek, 18 października 2007

Kuala Lumpur - Malaysia



Z Singapuru udalismy sie zatloczonym miejskim autobusem lini 170 do granicy. Odprawa singapurska przeszla bez problemu, dostalismy pieczatki wyjazdowe i pieszo, okolo kilometra, po grobli laczacej dwa kraje udalismy sie do odprawy malezyjskiej. Tu formalnosci tez ograniczyly sie do minimum i juz po chili bylismy w Malezji!!! Pierwsze wrazenie po przekroczeniu granicy to od razu widoczny tzw syf na ulicach. To znaczy i tak bylo w miare czysto ale w porownaniu do SG wszedzie jest brudniej. Od przejscia po ok 200m dotarlismy do stacji kolejowej gdzie za 56 miejscowych ringitow (ok.44 zl) kupilismy bilety I klasy na pociag do Kuala Lumpur.



Dworzec kolejowy w takim naszym slaskim podupadlym stylu takze czulismy sie jak u siebie. Kasjer chyba nie czesto obsuguje karte VISA bo z moja nie mogl sobie za cholere poradzic. Kasowal za bilet chyba ze 4 razy az musial wezwac madrzejszego nieco kolege i temu sie juz transakcja udala. Chyba, ze ten pierwszy tylko udawal i zrobil sobie jakies zakupy moja karta? Kto go wie, ale jak co to sie do niego wroce, poznam typa nawet ciemna noca. Pociag malezyjski calkiem ok, dostalismy nawet kakao w kartoniku, a co - w koncu 1 klasa.



Minusem podrozowania komunikacja ladowa w Azji jest cholerna klimatyzacja. Azjaci ja wprost uwielbiaja i zawsze ustawiaja na maksa. Takze mimo, ze w nocy jest grubo ponad 20 stC w pociagu trzeba bylo sie odziac w polar i skarpetki. W innym przypadku przeziebienie murowane. Po paru godzinach telepania w pociagu dotarlismy do Kuala Lumpur, gdzie na kolejnej sterylnie czystej (jak w SG)stacji kolejowej posililismy sie w nieocenionym McDonaldzie i o 7 rano dotarlismy kolejka i taksowka do naszych nowych znajomych Alana i Daphne, malezyjczykow poznanych przez Couchsurfing, u ktorych to spedzilismy dwa cudowne dni i noce w KL. Nie mam slow, zeby opisac ich goscinnosc. Alan i Daphne to para po 30, pracujaca na wyzszych (w przypadku Alana bardzo wysokich) stanowiskach. Ale mimo to sa otwarci na ludzi, nawet takich jak my w rozciagnietych tshirtach z plecakami na tylku. Dostalismy super pokoj, lodowke pelna smakolykow, dostep do internetu plus widok z balkonu na wiezowce w centrum Kuala Lumpur (w skrocie KL ok?). Poza tym zostalismy zaproszeni na wystawna kolacje. Pierwszego dnia do prawdziwej hinduskiej restauracji, drugiego zas do prawdziwej chinskiej restauracji. Szczegolnie w tej chinskiej podabalo nam sie bardzo, jako ze bylismy jedynymi bialymi otoczonymi posilajacymi sie wieczorem chinczykami.



Alan i Daphne

Jedzenie chinskie podchodzi nam coraz bardziej, a poslugiwanie sie paleczkami nie sprawia juz (prawie) zadnej trudnosci. Gdyby tego bylo malo - Alan specjalnie dla nas spoznil sie do pracy (a zreszta jest szefem sam dla siebie), obwozac nas swoim jednym z 5 'super' klimatyzowanych aut po miescie opowiadajac przy tym o wielu ciekawych miejscach. Gdyby w zyciu spotykac tylko takich ludzi jak Alan i Daphne zycie byloby piekne.Jesli chodzi o Kuala Lumpur. Miasto slynie glownie ze swoich wiez Petronas Twin Towers.








Sa to blizniacze wieze mierzace 452 metry i tym samym jest to drugi pod wzgledem wysokosci budynek na swiecie po miezacym ponad 500m budyndu Taipei 101, znajdujacym sie w stolicy Tajwanu. Ale jako wieze blizniacze to najwyzsze wieze na swiecie. Sa one wyzsze od nowojorskich WTC (nie liczac ich iglicy). Petronas Towers po prostu rzucaja na kolana jak sie pod nimi stoi. Sa ogromne i piekne jednoczesnie. Zrobilismy chyba kilkadziesiat ich zdjec bo z kazdej strony wygladaja niesamowicie. Sa one polaczone ze soba podwieszanym mostem dlugosci ponad 50m podwieszonym ponad 170, nad ziemia. Na mostek ten mozna wiechac aby podziwiac niesamowity widok na miasto i wieze. Bilety sa darmowe ale jest ich ograniczona ilosc. Nam udalo sie je dostac juz pierwszego dnia ale wizyta na gorze byla dopiero po poludniu, tylu jest chetnych na ta wycieczke. Takze najpierw w trojwymiarowych okularach mielismy okazje zobaczyc krotki filmik o wydobyciu ropy w Malezji i samych wiezach i ich budowie. Nastepnie super szybka winda w niecala minute dostalismy sie na 41 pietro na wysokosci 170m. Wizyta na mostku trwa tylko ok 10 min ale i tak wystarczy zeby nogi zatrzesly sie ze strachu. Widok i wrazenia sa nie do ospisania (zdjecia wkrotce). Bylismy tez na tarasie widokowym wiezy telewizyjnej, na wysokosci 270m!!!!! A cala wieza ma ponad 400m i jest czwarta na swiecie a najwyzsza w Azji wieza telewizyjna. Widok oszalamiajacy. Szczegolnie na wieze Petronas, ktore i tak goroja nad miastem, z kazdego doslownie punktu je widac. Wjazd na wieze TV niestety platny ale warty tego co sie widzi z gory.

W KL pospacerowalismy jeszcze po dzielnicach hinduskiej i chinskiej ale juz sie powoli do tych nacjio przyzwyczajamy i nie szokuja tak jak na poczatku. Co ciekawe chinczycy wbrew temu co slyszalem okazuja sie byc calkiem mili, pomocni itp.
Krotko mowiac, Kuala Lumpur to kolejne azjatyckie misato, ktore bogactwem, nowoczesnoscia, bezpieczenstwem bije na glowe nie jedna europejska stolice. Kto by pomyslal, ze ta czesc Azji tak preznie sie rozwija, po ulicach smigaja najnowsze modele Toyoty czy tez innych japonskich marek, a wybor restauracji jest po prostu powalajacy.
To tyle chyba z KL. Kolejny przystanek - Cameron Highlands.

$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$

wtorek, 16 października 2007

Singapore - zdjecia

Slow kilka o Singapurze. Powiem szczerze, ze takiego miasta jak Singapur jeszcze nie widzialem. Mozna by je okreslic slowem - perfekcyjne. Jest to super zorganizowana nowoczesna metropolia. Niesamowicie czysta, bezpieczna. W kraju od ponad kilkudziesieciu lat zarzadz krajem ta sama wladza, przekazywana obecnie z pokolenia na pokolenie. Niby wyglada to jak dyktatura ale w sumie ma bardzo pozytywny wplyw na kraj. Poprzez bardzo rygorystyczne i surowo egzekwowane prawo, kraj jest bardzo bezpieczny. Zagrozenie tzw przestepczoscia pospolita praktycznie nie istnieje i mozna smialo spacerowac do poznych godzin nocnych, co sami mielismy okazje sprawdzic. Kary grzywny nakladane sa tez za smiecenie, plucie, zucie gumy, palenie, picie i jedzenie w miejscach publicznych. I ludzie tego nie robia, przez co w takich miejscach jak np miejskie metro mozna doslownie jesc z podlogi (nie probowalismy). W kraju zyje nieco ponad 4mln osob, blisko 80 % z nich to chinczycy, pozostali to hindusi, malajowie, arabowie oraz tzw biali czyli europejczycy, amerykanie czy tez australijczycy. Ci glownie pracuja tutaj na kontraktach przewaznie w branzy finansowo - biznesowej. Jednak z pozoru idealne panstwo moze stac suie tez nudne. Jak nam powiedzieli rodacy (o nich za chwile), u ktorych mielismy okazje goscic, mieszkancy Singapuru sa zapatrzeni w swoim zyciu w tzw 5C czyli car (samochod), credit card, condominium (apartament), cash (kasa), career (kariera). I nawet my w trakcie kilku dni zauwazylismy to. Na przyklad patrzac na glowna ulice miasta Orchard Street i totalne szalensto zakupowe miejscowej ludnosci. Takiego nagromadzenia centrow handlowych nie widzielismy nigdy i nigdzie. Sa one po prostu na kazdym kroku a ich wielkosc oszalamia. Najwieksze chyba jakie odwiedzilismy to Plaza Singapura. Jest to 9 pietrowy dom handlowy gdzie kazde pietro ma powierznie boiska pilkarskiego, szalenstwo po prostu. Inna pasja miejscowych jest jadanie w restauracjach. Jako, ze jedzenie w sklepach jest stosunkowo drogie, a sklepy jako takie zadko spotykane, wiekszosc stoluje sie w restauracjach. Tych tez sa niezliczone ilosci. Od miejsc tzw Hawker centre, skupiajacych w jednym lokalu kilkanascie roznych jadlodajni po ekskluzywne restauracje w drogich hotelach. Te ogladalismy tylko zza szyb. My stolowalismy sie w tych najtanszych, gdzie pyszne jedzenie czy to chinskie czy tez tajskie mozna juz dostac za okolo 5 - 8 zl. wiec naprawde nie ma sensu przyrzadzac niczego w domu.


Co widzielismy jeszcze w Singapurze??? Odwiedzilismy dzielnice hinduska tzw Little india, ktora podobala nam sie chyba najbardziej. Mozna poczuc sie naprawde jakby sie bylo w Indiach. Tu juz nie jest sterylnie czysto i nie zadko brzydko pachnie ale ma to tez swoj unikatowy urok. Nawet podobal nam sie taki nielad i nieporzadek. Hindusi ubieraja sie bardzo kolorowo, ale wg mnie jednak tylko kobiety wygladaja wowczas ladnie. Panowie Hindusi zas ubieraja sie w stylu macho - podrywacza z dyskoteki z lat 50 - 60. Smiesznie wygladaja, ale nie sa tego chyba swiadomi. Ciagnie ich tez do bialych kobiet czewgo Ola doswiadczyla osobiscie majac kilka ofert matrymonialnych. Nie skorzystala jednak.
Kolejnym naszym punktem zwiedzania byla dzielnica muzulmanska. Tu tez nam sie podobalo. Muzulmanie to przyjazni i spokojni ludzie a TV klamie!!! Odwiedzilismy tez jeden z meczetow ale 'modlilismy' sie w osobnych salach, ja dla panow Ola zas przybrala gustowny brazowy plaszcz i udala sie kontemplowac do sali zenskiej.
Ostatniego dnia udalismy sie do bardzo fajnego rezerwatu przyrody, zreszta jednego z wielu w SG. Ola po kolej wywolywala przyslowiowego wilka z lasu. I tak, najpierw zjawila sie wiewiorka, potem byly zowie, kolejna waz a na koniec spotkalismy cale stado rozbrykanych malych malp. Spedzilismy w ich towarzystwie dobre pol godziny ale ucieklismy jak jedna z nich chciala napic sie Oli cocacoli. Tego bylo juz za wiele.

Nie karmic malp i glodnych Polakow






Pielegnacja to podstawa
Na koniec spotkalismy tego oto jaszczura:


W Singapurze mielismy przyjemnosc mieszkac u naszych rodakow Kamila i Izy, ktorym niniejszym dziekujemy bardzo za wyjatkowo mila goscine. Fajnie bylo pogadac po polsku na drugim koncu swiata i dowiedziec sie wielu ciekawych rzeczy o Singapurze i nie tylko. Powiem szczerze, ze po tych kilku dniach w ich super mieszkaniu z basenem na zewnatrz nie chcialo mi sie stamtad wyjezdzac. Dzieki Wam jeszcze raz i mamy nadzieje, ze wasza roczna podroz do Polski motorem sie wkrotce zisci.
To tyle chyba o singapurze. Zdjecia dokleje wkrotce jak pozwoli na to sprzet i okazja.







Dzielnica China Town - w zasadzie nas nie zachwycila. Niby ladne budynki ale bazar taki w polskim stylu. Tzn w chinskim wydaniu na terenie Polski. Fakt faktem, ze mozna tanio zjesc w jednej licznych jadlodalni. Na uwage zasluguje chinska swiatynia tzw stupa. W srodku dominuje kolor czerwono - zloty i wszedzie sa posagi i posazki Buddy.


$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$

Welcome to Singapore! We have spent there very nice 4 days. Were unbelievable luck as we found a host, which was a couple from Poland who are living in Singapore by now. I just love Hospitalityclub and will for ever thankful to Veit who had idea to create that organisation. So, as I said, we had really wonderful days in Singapore. The city is extremely clean, safe and very well organised. It doesn't look as a Asian city, at least not like we expected to be. Its like essence of the best parts of some western European cities like London, Paris, Stockholm and put together on the tip of Malaysian peninsula. Singapore is famous from its very strict law. Signs remind it on every step. Its allowed to smoke, litter, spit, chew a gum, drink and eat in public transport... Some restriction sounds stupid but thank that city has very low crime, very little rubbish on the street, mostly in Little India. Indian part of town looks quite different. It isn't so clean and it smells sometimes bad but to be honest, we liked it very much! People wear colorful clothes, there is lot of Indian restaurants, shops, temples. It was nice strolling through Littlew India and just look at the people. Modern side of town is a commercial district with sky scrappers like in big towns of USA, where more workers are 'white' - Europeans, Americans or Australians. They live in nice apartments, enjoy life and nice year whole year round. We saw even rugby match where most of players where 'white'. Look like paradise for them, but for a short time I guess. Any place gets boring after some time. What we noticed also is that Singaporeans are crazy shopping lovers. Never seen so big concentration of really huge shopping mall like in SG. Main street is a Orchid street, which is full of shopping centres, which are full of people. Another place for spending time for people are restaurants. They are everywhere too. From cheap places called Hawker centre to restaurants in 5 stairs hotels. We preferred the cheapest, where the food was excellent and cost around 5 Sing dollars for a quite big portion. Food lovers paradise. Last day we spent wandering through one of many nature reserve in SG. We met a squeal, water turtle, wizard and big family of friendly monkeys. They didn't care of people being around and were just playing like monkeys used to do. Only one of them was very interested to grab a cola can from Ola, but she lost and just showed to Ola ugly yellow teeth. More details on the pictures in posts about Singapore. Next stop - Kuala Lumpur.Welcome to Singapore! We have spent there very nice 4 days. Were unbelievable luck as we found a host, which was a couple from Poland who are living in Singapore by now. I just love Hospitalityclub and will for ever thankful to Veit who had idea to create that organisation. So, as I said, we had really wonderful days in Singapore. The city is extremely clean, safe and very well organised. It doesn't look as a Asian city, at least not like we expected to be. Its like essence of the best parts of some western European cities like London, Paris, Stockholm and put together on the tip of Malaysian peninsula. Singapore is famous from its very strict law. Signs remind it on every step. Its allowed to smoke, litter, spit, chew a gum, drink and eat in public transport... Some restriction sounds stupid but thank that city has very low crime, very little rubbish on the street, mostly in Little India. Indian part of town looks quite different. It isn't so clean and it smells sometimes bad but to be honest, we liked it very much! People wear colorful clothes, there is lot of Indian restaurants, shops, temples. It was nice strolling through Littlew India and just look at the people.
Modern side of town is a commercial district with sky scrappers like in big towns of USA, where more workers are 'white' - Europeans, Americans or Australians. They live in nice apartments, enjoy life and nice year whole year round. We saw even rugby match where most of players where 'white'. Look like paradise for them, but for a short time I guess. Any place gets boring after some time.
What we noticed also is that Singaporeans are crazy shopping lovers. Never seen so big concentration of really huge shopping mall like in SG. Main street is a Orchid street, which is full of shopping centres, which are full of people. Another place for spending time for people are restaurants. They are everywhere too. From cheap places called Hawker centre to restaurants in 5 stairs hotels. We preferred the cheapest, where the food was excellent and cost around 5 Sing dollars for a quite big portion. Food lovers paradise.
Last day we spent wandering through one of many nature reserve in SG. We met a squeal, water turtle, wizard and big family of friendly monkeys. They didn't care of people being around and were just playing like monkeys used to do. Only one of them was very interested to grab a cola can from Ola, but she lost and just showed to Ola ugly yellow teeth.
More details on the pictures in posts about Singapore. Next stop - Kuala Lumpur.

sobota, 13 października 2007

Singapore

Wybrane kiedys najlepszym lotnisko 'Changi' w Singapurze



Singapur - miasto kar - really 'fine' city. Ilosc wykroczen za ktore mozna dostac mandat jest dluga. Miedzy innymi za zucie gumy czy plucie na ulicy.



Glowna ulica Orchard i jedno z mniejszych centrow handlowych. Zakupy to narodowy sport Singapurczykow, a na Orchard Road jest kilkanascie olbrzymich centrow handlowych, z ktorych najwiekszy Plaza singapura ma az 9 pieter! Tylu sklepow naraz nie widzielismy nigdy w zyciu! Prawdziwe szalenstwo! Az trudno uwierzyc, ze kiedys byla tu plantacja galki muszkatalowej.



Orchard Road to dla Singapuru tyle co Piata Aleja dla Nowego Jorku czy Pola Elizejskie dla Paryza ( w kwietniu 1999r Orchard Road zostala siostra blizniaczka Pol Elizejskich)



Tropikalna ulewa przy temperaturze ponad 30 stopni.




Paleczki w ruch.


Dzielnica hinduska - Little India.
Tetniaca zyciem i przepelniona zapachem kadzidel. Pelno tu sklepow, barow i straganow, na ktorych mozna kupic wszystko.



Hinduska swiatynia



Market Tekka Cente w Little India



W Little India trafilismy akurat na trwajacy o tej porze roku festival Deepavali - zwany jako festival swiatla. Jest on najwazniejszym festivalem w hinduskim kalendarzu.





Dzielnica arabska.









Dzielnica biznezowo - finansowa tzw Financial District, w ktorej to zazwyczaj pracuja " ekspaci" czyli cudzoziemncy pacujacy tu na kontraktach, zazwyczaj w bankach. Sa to przewaznie Brytyjczycy, Amerykanie czy Koreanczycy.











Drugim sportem narodowym Singapurczykow po zakupach jest jedzenie! Prawie nikt nie gotuje w domu bo po co kiedy jedzenie w knajpkach jest jest tanie i bez wzgledu na to ile kto zarabia, stac go na codzienny posilek z trzech dan! Najlepsze miejsce na tani posilek to tzw. Hawker Centres, gdzie ilosc barow i kafejek moze przyprawic o zawrot glowy. sniadanie mozna zjesc juz za 2$ a obiad za 3$! Dania sa smaczne i co njwazniejsze przygotowywane sa na twoich oczach.