czwartek, 18 października 2007

Kuala Lumpur - Malaysia



Z Singapuru udalismy sie zatloczonym miejskim autobusem lini 170 do granicy. Odprawa singapurska przeszla bez problemu, dostalismy pieczatki wyjazdowe i pieszo, okolo kilometra, po grobli laczacej dwa kraje udalismy sie do odprawy malezyjskiej. Tu formalnosci tez ograniczyly sie do minimum i juz po chili bylismy w Malezji!!! Pierwsze wrazenie po przekroczeniu granicy to od razu widoczny tzw syf na ulicach. To znaczy i tak bylo w miare czysto ale w porownaniu do SG wszedzie jest brudniej. Od przejscia po ok 200m dotarlismy do stacji kolejowej gdzie za 56 miejscowych ringitow (ok.44 zl) kupilismy bilety I klasy na pociag do Kuala Lumpur.



Dworzec kolejowy w takim naszym slaskim podupadlym stylu takze czulismy sie jak u siebie. Kasjer chyba nie czesto obsuguje karte VISA bo z moja nie mogl sobie za cholere poradzic. Kasowal za bilet chyba ze 4 razy az musial wezwac madrzejszego nieco kolege i temu sie juz transakcja udala. Chyba, ze ten pierwszy tylko udawal i zrobil sobie jakies zakupy moja karta? Kto go wie, ale jak co to sie do niego wroce, poznam typa nawet ciemna noca. Pociag malezyjski calkiem ok, dostalismy nawet kakao w kartoniku, a co - w koncu 1 klasa.



Minusem podrozowania komunikacja ladowa w Azji jest cholerna klimatyzacja. Azjaci ja wprost uwielbiaja i zawsze ustawiaja na maksa. Takze mimo, ze w nocy jest grubo ponad 20 stC w pociagu trzeba bylo sie odziac w polar i skarpetki. W innym przypadku przeziebienie murowane. Po paru godzinach telepania w pociagu dotarlismy do Kuala Lumpur, gdzie na kolejnej sterylnie czystej (jak w SG)stacji kolejowej posililismy sie w nieocenionym McDonaldzie i o 7 rano dotarlismy kolejka i taksowka do naszych nowych znajomych Alana i Daphne, malezyjczykow poznanych przez Couchsurfing, u ktorych to spedzilismy dwa cudowne dni i noce w KL. Nie mam slow, zeby opisac ich goscinnosc. Alan i Daphne to para po 30, pracujaca na wyzszych (w przypadku Alana bardzo wysokich) stanowiskach. Ale mimo to sa otwarci na ludzi, nawet takich jak my w rozciagnietych tshirtach z plecakami na tylku. Dostalismy super pokoj, lodowke pelna smakolykow, dostep do internetu plus widok z balkonu na wiezowce w centrum Kuala Lumpur (w skrocie KL ok?). Poza tym zostalismy zaproszeni na wystawna kolacje. Pierwszego dnia do prawdziwej hinduskiej restauracji, drugiego zas do prawdziwej chinskiej restauracji. Szczegolnie w tej chinskiej podabalo nam sie bardzo, jako ze bylismy jedynymi bialymi otoczonymi posilajacymi sie wieczorem chinczykami.



Alan i Daphne

Jedzenie chinskie podchodzi nam coraz bardziej, a poslugiwanie sie paleczkami nie sprawia juz (prawie) zadnej trudnosci. Gdyby tego bylo malo - Alan specjalnie dla nas spoznil sie do pracy (a zreszta jest szefem sam dla siebie), obwozac nas swoim jednym z 5 'super' klimatyzowanych aut po miescie opowiadajac przy tym o wielu ciekawych miejscach. Gdyby w zyciu spotykac tylko takich ludzi jak Alan i Daphne zycie byloby piekne.Jesli chodzi o Kuala Lumpur. Miasto slynie glownie ze swoich wiez Petronas Twin Towers.








Sa to blizniacze wieze mierzace 452 metry i tym samym jest to drugi pod wzgledem wysokosci budynek na swiecie po miezacym ponad 500m budyndu Taipei 101, znajdujacym sie w stolicy Tajwanu. Ale jako wieze blizniacze to najwyzsze wieze na swiecie. Sa one wyzsze od nowojorskich WTC (nie liczac ich iglicy). Petronas Towers po prostu rzucaja na kolana jak sie pod nimi stoi. Sa ogromne i piekne jednoczesnie. Zrobilismy chyba kilkadziesiat ich zdjec bo z kazdej strony wygladaja niesamowicie. Sa one polaczone ze soba podwieszanym mostem dlugosci ponad 50m podwieszonym ponad 170, nad ziemia. Na mostek ten mozna wiechac aby podziwiac niesamowity widok na miasto i wieze. Bilety sa darmowe ale jest ich ograniczona ilosc. Nam udalo sie je dostac juz pierwszego dnia ale wizyta na gorze byla dopiero po poludniu, tylu jest chetnych na ta wycieczke. Takze najpierw w trojwymiarowych okularach mielismy okazje zobaczyc krotki filmik o wydobyciu ropy w Malezji i samych wiezach i ich budowie. Nastepnie super szybka winda w niecala minute dostalismy sie na 41 pietro na wysokosci 170m. Wizyta na mostku trwa tylko ok 10 min ale i tak wystarczy zeby nogi zatrzesly sie ze strachu. Widok i wrazenia sa nie do ospisania (zdjecia wkrotce). Bylismy tez na tarasie widokowym wiezy telewizyjnej, na wysokosci 270m!!!!! A cala wieza ma ponad 400m i jest czwarta na swiecie a najwyzsza w Azji wieza telewizyjna. Widok oszalamiajacy. Szczegolnie na wieze Petronas, ktore i tak goroja nad miastem, z kazdego doslownie punktu je widac. Wjazd na wieze TV niestety platny ale warty tego co sie widzi z gory.

W KL pospacerowalismy jeszcze po dzielnicach hinduskiej i chinskiej ale juz sie powoli do tych nacjio przyzwyczajamy i nie szokuja tak jak na poczatku. Co ciekawe chinczycy wbrew temu co slyszalem okazuja sie byc calkiem mili, pomocni itp.
Krotko mowiac, Kuala Lumpur to kolejne azjatyckie misato, ktore bogactwem, nowoczesnoscia, bezpieczenstwem bije na glowe nie jedna europejska stolice. Kto by pomyslal, ze ta czesc Azji tak preznie sie rozwija, po ulicach smigaja najnowsze modele Toyoty czy tez innych japonskich marek, a wybor restauracji jest po prostu powalajacy.
To tyle chyba z KL. Kolejny przystanek - Cameron Highlands.

$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$

2 komentarze:

darsik pisze...

Witam.
Cieszę się, że ktoś znowu włóczy się po bliskich memu sercu miejscach i robi z tego relację. Zapewniam, że macie w mojej osobie wiernego czytelnika do końca Waszej podróży.
Pozdrawiam i życzę wieeelu pozytywnych wrażeń.

darsik pisze...

Witam.
Cieszę się, że ktoś znowu włóczy się po bliskich memu sercu miejscach i robi z tego relację. Zapewniam, że macie we mnie wiernego czytelnika do końca Waszej podróży.
Pozdrawiam i życzę wieeelu pozytywnych wrażeń.